Nigdy nic nie wygrałam

Kilka miesięcy temu wymyśliłam sobie, że chcę biegać z zegarkiem. Biegowym. Przez ostatnie dwa lata biegałam ze smartphonem i pewną popularną aplikacją. I … miałam dość. Najpierw stania, marznięcia i czekania aż odnajdzie satelity. Później – gubienia sygnału i powtarzającego się: signal lost. I na koniec – dość tego, jak mnie oszukuje. Bo jak wytłumaczyć, że trasa, która ma w rzeczywistości 21 km, według niego ma 23? Albo, że kolejny kilometr przebiegłam w 4.30 (poniżej 5 biegam z górki jak mi się nada prędkość początkową). I jeszcze te różnice wysokości – ok, mieszkam w pagórkowatym mieście, ale żeby zaraz kilkaset metrów przewyższenia. W końcu powiedziałam dość. Czas na zegarek – mały, niepozorny i prawdomówny. Proste? Tylko pozornie.

Określiłam jeszcze kolejne oczekiwania – żadnych zbędnych gadżetów i funkcji, z których nigdy nie skorzystam, prosty w obsłudze, pomiar czasy, dystansu i tempa, no i jeśli pomiar tętna – a to niekoniecznie – to na nadgarstku a nie z dodatkowym sprzętem. Krąg się zacieśnia, a ja zaczęłam się doktoryzować. Czytać, porównywać, szukać i słuchać opinii innych biegaczy. Im więcej czytałam tym wcale nie byłam mądrzejsza. Początkowo wybór padł na pewną popularną firmę, szczycącą się super obsługą posprzedażową. Od modeli, ich zaawansowania, nowości, kolorów zaczynało mi się kręcić w głowie. Pozostała ostatnia deska ratunku – ktoś kogo znam, wiem, że biega amatorsko, a przy tym osiąga super wyniki i ma zegarek, który zdobywa serca biegaczy. Skorzystałam z recenzji zegarka TomTom na blogu Oli poranamajora.

I to zdecydowało. Będzie TomTom runner cardio bez music (z muzyką przestałam biegać ponad rok temu – bez słuchawek w uszach przebiegłam dwa maratony, więc wiem, że własne myśli są do zniesienia). Zegarek wybrany, model też. Co prawda co jakiś czas – pada stwierdzenie Piotra, że zegarka nie potrzebuję – ale teraz szukam już tylko sklepu. Budżet mam określony – teraz wybór sklepu z dobrą obsługą i chociaż drobnym rabatem. I mam. Wszystko gotowe. Tylko kliknąć, zrobić przelew i biegać.

I dokładnie 4 stycznia trafiłam na fanpage TomToma, a tam właśnie wystartował konkurs „Fitness Goal”. Proste – wystarczy napisać jaki mam cel na 2016 r. i liczyć, że się spodoba. Codziennie do wygrania zegarek sportowy. Napisałam i zapomniałam. Dwa dni później do mojej skrzynki trafił mail, który omal nie trafił na śmietnik. Na pierwszy rzut oka wyglądał, jak żart albo spam. Ale tytuł zaczynał się od słów – Congratulations. Jasne, wygrałam… – mruczałam pod nosem, zanim otworzyłam. A potem czytałam maila dwa razy zanim zapiszczałam z radości! Ależ mam szczęście! Wygrałam zegarek, który chciałam mieć – model Spark Cardio and Music. No się zaczęło po kilku tygodniach wybrałam się na trening… no prawie zaraz po otwarciu pudełka. Najpierw jednak Piotr przebrnął przez instrukcję, aplikację i ładowanie. Cóż, technika. Wyszłam i pierwszy szok już po włączeniu. W zaledwie kilka sekund złapał sygnał i mogłam biec! I biegłam 🙂 Szybko załapałam, gdzie zmieniać wyświetlane parametry – dystans, tempo chwilowe, tempo średnie i tętno. Szybko ustaliłam, że najbardziej interesuje mnie średnie tempo, czas biegu i dystans. Zapomniałam tylko o jednym! Pobiegłam, ale nie wiedziałam jak to cudo zatrzymać! Proszę się nie śmiać. Po biegu stałam i klikałam aż w końcu uznałam, że się zatrzymał. W domu grzecznie doczytałam newralgiczny punkt w instrukcji. Ja i mój TomTom zaliczyliśmy jeszcze jedno nieporozumienie. Wychodzę, włączam, biegnę a on świeci. Najpierw pomyślałam, że w końcu sam zgaśnie, ale nie. Już nawet bałam się, że baterii mi braknie i gnałam po treningu. Wystarczyło, a ja rozgryzłam tryb noc. I tyle przygód. Od ponad miesiąca biegamy razem, a nawet chodzimy po górach. Dystans się zgadza, przewyższenia też. A ja jednym rzutem oka na zegarek szybko oceniam, że jak często mi się zdarza – zaczęłam zbyt szybko.

Moje bieganie jest proste – więc wykorzystuję na razie tylko proste funkcje. Ale możecie biegać okrążenia, ścigać się z własnym wynikiem, biegać interwały i pewnie jeszcze o wiele więcej.

Jeśli szukacie zegarka – to TomToma szczególnie polecam. Dyskretny, mierzy co trzeba i do amatorskiego biegania, a nawet osiągania swoich celów – moim zdanie zupełnie wystarczy. Po treningu szybko i łatwo przesyłam dane do aplikacji, a stamtąd już bez mojego działania trafiają na endomondo. Tak się z polubiliśmy, że w dni niebiegowe liczy ile chodzę. Taka samokontrola kiedy ma się siedzącą pracę.

Żeby nie było zbyt cukierkowo – tylko patent ładowania mógłby być inny. Stale mam wrażenie, że ładowarka, którą podłączam do zegarka jest nieporęczna, zbyt delikatna i boję się uszkodzić ją albo zegarek. Ale może w końcu się przyzwyczaję. W temacie baterii – spokojnie wystarcza na 3-4 treningi i codzienne, normalne użytkowanie zegarka jako zegarka.

TomTom i ja szykujemy się właśnie do kolejnego maratonu 🙂

Advertisements

3 thoughts on “Nigdy nic nie wygrałam

Podziel się swoimi wrażeniami

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: