Domowe biuro podróży

W ciągu zaledwie kilkunastu dni stałam się ekspertką w poszukiwaniu tanich biletów lotniczych.

W ciągu zaledwie kilku dni obejrzałam dziesiątki mieszkań w Walencji, nad Jeziorem Como i Garda, w Toskanii oraz w okolicach Wielkiej Fatry. Gorce to już mój drugi dom – więc nawet nie wymieniam.

Efekt jest taki, że w ciągu miesiąca moje konto wzbogaciło się o bilety lotnicze do Walencji i z powrotem. Do Hiszpanii polecimy z przesiadką we Frankfurcie, a niewiele brakowało byśmy w drodze powrotnej zahaczyli o Bergamo – tylko po to by wypić tam kawę (przesiadka dawała nam 6 godzin czasu we Włoszech).

Po polsku, hiszpańsku, słowacku, włosku czy angielsku. Choć tylko pierwszym i ostatnim z wymienionych języków posługuję się dość pewnie, spokojnie koresponduję z naszą gospodynią w Wielkiej Fatrze po słowacku – ustaliłyśmy liczbę noclegów, posiłki oraz ich godziny.

Nie miejcie złudzeń – im dalej od granicy polsko-słowackiej tym trudniej. Choć staram się używać jak najprostszych sformułowań. Mam nadzieję, że kolacja będzie obiadem podanym w porze wieczornej, czyli po powrocie z naszej wycieczki. Na szczęście widzimy się już za kilka dni, a jak wiadomo takie rzeczy najłatwiej wyjaśnić na żywo. Słowacja zarezerwowana – teraz dwa większe wyzwania – czyli Hiszpania i Włochy. Co prawda z rezerwacją noclegu w Walencji mogę jeszcze zaczekać – a tu mam dość konkretne wymagania, czyli mieszkanie nad morzem, o tyle Włochy to już za trzy miesiące. Bo skoro zrezygnowałam z przesiadki w Bergamo, to zaczęłam się przyglądać lotom w tamtym kierunku ze zdwojoną częstotliwością. Nie będzie przesadą, jak powiem, że do porannej kawy przeglądałam strony tanich linii lotniczych. A szczególnie upatrzyłam sobie lotnisko w Ostrawie, do którego mam bliżej niż do Katowic czy Krakowa, strona jest w języku polskim a z Czeskiego Cieszyna pociąg jedzie wprost na lotnisko – czyli same zalety. Wpisałam dwie daty i dostałam pierwszą ofertę. Interesującą – 200 zł za lot tam i z powrotem za osobę. Postanowiłam zaczekać, a w międzyczasie roztaczałam wizję włoskiej sielanki niczym aromat kawy 😉 Tuż przed kwietniowym wyjazdem w Gorce cena spadła o kolejne korony. I nagle cena spadła o kolejnych kilkadziesiąt złotych. Teraz nie było się już nad czym zastanawiać – przewodnik po północnej części Włoch i okolicach Lecco trafił na nocną szafkę, a bilety lotnicze do skrzynki mailowej. No i się zaczęło! Zaraz po tym jak padło pytanie Piotra co my będziemy robić we Włoszech przez dwa tygodnie? Jak to co?! Jeść i pić włoskie pyszności. A wrócimy jako mistrzowie w nawijaniu spaghetti! Ale to dla nas mało – musi być dużo aktywności fizycznej więc górskie wędrówki i trochę wody dla mnie, plus ścieżki biegowe oczywiście. Spokojnie oglądam więc kolejne miejsca – a to widok z okna albo balkon z hamakiem mnie zachwyca, a to gospodarze mają psa, który chętnie towarzyszy gościom na spacerach, a to włoskie śniadanie w ofercie, albo wanna z masażem. Na airbnb czytam opinie o gospodarzach i czasem nawet nie korzystam z translatora. To co najważniejsze – ocenę i ludzkie emocje łatwo rozumieć. Po hiszpańsku coś rozumiem, a włoski przecież taki podobny 😉 W przypadku tych dwóch ostatnich najważniejsze słowa to caffè, pasta i montagne. A jak czytam, czytam i czytam i nic nie rozumiem to znaczy, że trafiłam na recenzję gości z Holandii 😉 I tak niepostrzeżenie powstało moje domowe biuro podróży. Bo logistykiem i organizatorem wyjazdów jestem od początku. Godziny, ceny, transport, atrakcje i najlepsze lody w okolicy – na takie pytania odpowiadam już przed wyjazdem. Zresztą ten element przygotowań, to już jak połowa wakacji. Dzięki linkom, zdjęciom i kontaktom z gospodarzami jadę dobrze przygotowana. We Florencji bezbłędnie rozpoznałam “naszą” kamienicę, bo przecież widziałam ją na streat view. Od lat trudno mi wybrać się na wakacje z biurem podróży – bo tam wszystko ktoś zorganizował za mnie. I gdzie tu zabawa? Gdzie polowanie na okazje i nocleg z klimatem w starym domu? A gdzie kontakty z miejscowymi gospodarzami, którzy pieką najlepsze ciasta? Plany już są – własne mieszkanko na tydzień 200 metrów od Jeziora Como. Znowu więc będę na Resegone. Znowu! Jeśli chcecie poczytać więcej o tej charakterystycznej górze to zapraszam do npm, gdzie wiele lat temu ukazał się mój artykuł KLIK

(Wszystkie pokazane niżej zdjęcia pochodzą z mojego pierwszego wyjazdu nad Jezioro Como.)

A potem tydzień w Toskanii. Udało mi się znaleźć pod dachem starego domu nocleg ze śniadaniem, dwa psy, które uwielbiają wędrówki, lokalne wino do kolacji bez ograniczeń i jedzenie przygotowywane na bazie własnych produktów. Zapowiada się pyszny wyjazd! A po powrocie pewnie relacja i wtedy podzielę się swoimi adresami. A póki co znowu pakuję plecak – wbrew pogodzie za oknem ruszamy odkrywać kolejny kawałek Słowacji.

Reklamy

Podziel się swoimi wrażeniami

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: