Uwielbiam marnować czas

Przez dwa dni marnowałam czas. Nie było zakupów, gotowania, sprzątania. Nie zrobiłam nic twórczego. Ot, szłam sobie i się rozglądałam. I tak przez dwa dni i 65 km. W niedzielę wstałam przed świtem, weszłam na Wielką Rycerzową i czekałam na słońce. Potem skubnęłam jagód i wróciłam na drzemkę.

Potrafię się spakować w 15 minut do 30 litrowego plecaka. Śpiwór, mini kosmetyczka i ręcznik, drugi komplet ubrań, strój do spania, kurtka gore, kilka drobiazgów, woda i jedzenie. I już mogę ruszać w drogę. Na dwa dni wystarczy! Nie muszę jechać daleko – 40 minut autem do Rajczy, 20 pociągiem do Zwardonia i już ruszam na swoją ulubioną trasę w Beskidach. Ulubioną i moich zdaniem najpiękniejszą. Tak piękną, że na tej trasie rozgrywa się bieg Chudy Wawrzyniec. I wreszcie udało mi się na całą tę trasę zabrać Piotra (w całości szedł ją po raz pierwszy, znał część trasy zaplanowanej na pierwszy dzień). Wędrówkę zaczynamy w Zwardoniu, a skończymy w Rajczy – dla ułatwienia zostawiamy na „mecie” auto, a na „start: podjeżdżamy pociągiem. Krótka wędrówka asfaltem i zaczyna się szlak. Po drodze mijam jeszcze stare schronisko PTTK, w którym nocowałam w podstawówce, a które teraz – tak jak cztery lata temu, gdy byłam tu ostatni raz – niszczeje i czeka na nowego dzierżawcę. Do Wielkiej Raczy właściwie nie spotykamy ludzi – jedną grupę minęliśmy na początku, jedną parę tuż przed szczytem. Może dlatego, że na odcinku prawie 17 km nie ma schronisk, nie ma też innych szlaków, którymi można dojść do czerwonego, granicznego. Za niespełna miesiąc będzie tu tłoczno od biegaczy, ale nie teraz. Do woli więc mogę podziwiać widoki, a polską i słowacką stronę. Na chwilę robi się tłoczno gdy wchodzimy do schroniska, tym bardziej, że krótki deszcz przestraszył turystów. Szybko przestaje padać, a my ruszamy w dalszą drogę. Znowu wzdłuż granicy – z wyjątkiem krótkiego odcinka przez Rezerwat Śrubita, gdzie letni szlak schodzi z granicy. To jeden z moich ulubionych fragmentów – piękny las, trasa poprowadzona trawersem, potoki i znowu pusto. Omijamy Przegibek i od razu skręcamy w stronę Wielkiej Rycerzowej. Można niebieskim, łatwiejszym szlakiem, a można czerwonym, dalej wzdłuż granicznych słupków aż do osiągnięcia szczytu Rycerzowej. I tu zdecydowanie więcej widoków na słowacką stronę.

Trafiamy do bacówki, która dopiero co wygrała ranking bacówek ogłoszony przez miesięcznik NPM, a wśród wszystkich sklasyfikowanych schronisk zajęła 10 miejsce. Mamy zarezerwowany pokój. Dzień wcześniej jeszcze potwierdzałam nasze przybycie, może nawet późne, a szef bacówki deklaruje zostawienie obiadu po telefonie z drogi. Jestem pod wrażeniem, tym bardziej więc szykujemy miejsce na smażony ser i racuchy z borówkami, zachwalane też w NPM. Zdjęć nie zdążyłam zrobić – zjedliśmy wszystko do ostatniego okruszka i potwierdzam – warto się skusić na przygotowywane w bacówce jedzenie. Że borówki są świeżo zebrane mogę się przekonać na Małej Rycerzowej, gdzie udaję się w poszukiwaniu zachodu słońca i znajduję całą polanę jagód.

Nocleg w bacówce polecam jeszcze z jednego powodu – jej unikatowego położenia. Przy dobrej pogodzie można tam podziwiać zachód z jednej strony, a wschód z drugiej. Tym razem zachodu nie ma, są jednak piękne błyskawice, które rozświetlają niebo nad Babią Górą. Wschodu też raczej nie będzie widać, ale i tak wstaję o 4.30, żeby wejść na Wielką Rycerzową. Drugi raz tu śpię i drugi raz jestem jedyną osobą, która woli oglądać kolory na niebie niż spać. Tym razem słońca wynurzającego się zza Babiej nie zobaczyłam, ale poranek i tak był piękny. A przed śniadaniem znowu borówki prosto z krzaczka.

Po śniadaniu i jakieś dwie godziny później kierujemy się dalej szlakiem granicznym – niebieskim – w stronę Przełęczy Glinka. Cztery lata temu na tym odcinku spotkałam tylko dwóch Słowaków, tym razem minął nas tylko jeden biegacz. Na trasie dwa strome podejścia – Świtkowa (słow. Svitkova, 1082 m) i na Oszus, który na polskich mapach nazywany też bywa czasami Oszustem. Oba strome, jak na znane mi w Beskidach szlaki, pierwszy krótszy, drugi zdecydowanie dłuższy. Przy dobrej pogodzie wdrapanie się na szczyt to tylko trochę wysiłku, po deszczu, ze względu na podłoże, to prawdziwa jazda bez trzymanki. Sam szczyt można ominąć korzystając ze ścieżki, która trawersuje Oszusta, wzdłuż granicy rezerwatu przyrody. To jeden z dzikszych rejonów Żywiecczyzny. Nie dziwi mnie więc brak turystów i piękne stado jeleni, którym wchodzimy w drogę schodząc ze szczytu. Po 4,5 godzinach marszu docieramy do przełęczy, ostatnią godzinę towarzyszą nam odgłosy zbliżającej się burzy. Jej pomruki słyszę już od rana, ale przez większość czasu z bardzo daleka. Tym razem trzeba jednak przyspieszyć. Do Krawców Wierchu – i kolejnej bacówki – jeszcze 40 minut, jest więc szansa, że zdążymy. Raz spadają na nas ciężkie krople deszczu, po chwili – sucho i tak na zmianę. Waham się – wyciągać kurtkę czy nie. Przyspieszamy kroku, by jak najszybciej osiągnąć polanę i ewentualnie schować się przed deszczem. Ale burza jakby nas omija. Kierujemy się więc do Złatnej – a tam znowu pada i nie pada na zmianę. Prawdziwa burza zaczyna się dopiero gdy docieramy do małego pola namiotowego i zadaszenia. Tam przeczekujemy deszcz. Do Rajczy mamy stąd zaledwie kilka kilometrów, ale najpierw ścieżką musimy dotrzeć do żółtego szlaku a później już tylko w dół. Trasa prowadzi jednak przez łąki, gdzie walczę z gryzącymi owadami. Niestety – przegrywam.

Ten wyjazd przypomniał mi co lubię najbardziej. GÓRY! Wędrowanie, pobudkę przed świtem tuż pod szczytem, zimne piwo po całym dniu marszu, widoki i czas na myślenie o niczym albo nawet nie myślenie. Pojechałam, żeby się nażyć! Wcale nie musze jechać daleko, ważne by pojechać na 100%, oderwać się od rzeczywistości, codziennych obowiązków i schematów. Spać w schronisku – czasem nawet na tzw. glebie, jeść owoce z krzaczka i patrzyć przed siebie.

Reklamy

3 thoughts on “Uwielbiam marnować czas

  1. Znów przepięknie! Joanna fantastycznie to ujęłaś…pojechałaś by się nażyć! Tak dokładnie po to jeździmy, jednak ja nie znalazłam na to tak trafnego określenia, dziękuję…przygarniam. Nachodzić, nawdychać, naoglądać, nawąchać i zmęczyć się, zgłodnieć, przemoknąć ale też leżeć na trawie na plecach i nic nie myśleć…kocham to ☺ Ściskam serdecznie!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Moniko, dziękuję 🙂 Cieszę się, że ktoś inny też tak ma! Radość przed wyjazdem w podróż nawet najbliższą, chłonięcie wrażeń, zbieranie smaków i zapachów! Wszystko to piszę czekając na podróż do miejsca, za którym się stęskniłam, a teraz zabieram tam kogoś jeszcze. Do miejsca, w którym ludzie potrafią znaleźć czas na „dolce far niente” 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Podziel się swoimi wrażeniami

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s