Pod słońcem Toskanii

Z każdym kilometrem jestem coraz bardziej przerażona. Wysiedliśmy na stacji Castagneto Carducci-Donoratico. Tu zapakowaliśmy nasze plecaki do włoskiej Pandy i zaczęliśmy się oddalać. Od morza, plaży, pizzy i cywilizacji. Najpierw dotarliśmy do miasteczka na wzgórzu, a później pojechaliśmy dalej – na drugą stronę tego wzgórza. Donikąd. Do samego centrum niczego. Do starej farmy pośród toskańskich wzgórz. Do miejsca, gdzie porządku pilnują Brandy i Whisky (psy!).

 

Kilka dni później. Na toskańskim wybrzeżu wieje wiatr. Temperatura spadła o 10 stopni – do 25! Ogromne fale moczą mnie bardziej niż planowałam. Idziemy wzdłuż prawie pustej plaży. Leżaki na prywatnych plażach kompletnie opustoszały, ratownicy pilnują by nikt nie wchodził do wody. Na chwilę zaglądamy do Mariny. Tu przeniosło się życie – kawiarenki, restauracje, hotele i pensjonaty pełne są turystów. Sprawdzamy rozkład jazdy – za godzinę wracamy na wzgórze, a później jeszcze 40 minut marszu i znowu będę w cudownym środku niczego! Wracam do grających donośnie cykad, do widoku z naszego tarasu i do niespiesznych rozmów przy długich kolacjach przy winie. Już tęsknię za tym widokiem, już szukam biletów lotniczych na marzec, już snuję plany powrotu do Toskanii, choć w inne miejsce i w innym czasie.

Co wiedziałam o miejscu, które wybrałam na drugą połowę urlopu? Niewiele, ot tyle co z filmu, internetowych tekstów i pocztówkowych zdjęć. Co zobaczyłam? Spaloną słońcem ziemię, gdzie deszcz nie padał od marca-kwietnia, gdzie brakuje wody, a stopy szybko pokrywa warstwa pyłu. Niewielki deszcz spadł w czasie naszego pobytu i to nawet dwukrotnie! Najpierw burza skróciła nasz spacer, a później w nocy wielkie krople przyniosły ochłodzenie. Wody starczyło jednak, by zaledwie opłukać pył z roślin.

 

Naszą gospodynią jest pochodząca ze Szkocji Bridget. Mieszka tu od 33 lat. Przyjechała tu z miłości. Zakochała się w tym widoku i po studiach we Florencji została wśród toskańskich wzgórz. Nie trafiła tu przypadkiem. Całkiem niedaleko na równie starej farmie mieszkali przyjaciele jej rodziców. Lipiec i sierpień to najgorsze jej zdaniem miesiące na poznawanie tego regionu. Zaprasza wiosną – gdy wszystko kwitnie i zimą – gdy można planować długie wycieczki. I choć na zakrętach znaki drogowe z charakterystycznymi gwiazdkami ostrzegają, że może być ślisko to ostatnio śnieg widziano tu pod koniec 20 wieku. Ku radości dzieciaków.

Do Castegneto Carducci mamy ok. 40-45 minut marszu. Zależy czy wybierzemy tzw. skrót i podejmiemy nierówną walkę z końskimi muchami czy niemal niezauważeni pójdziemy główną drogą. Główną – choć z trudem mijają się tu dwa samochody! I choć Bridget ostrzega przed tłumami turystów, ja ich tu nie widzę. Kilka ulic, miejski deptak, ruiny zamku, kościół San Lorenzo, dom poety Giosue Carducci, który w dzieciństwie mieszkał tu przez kilka lat (w roku 1906 otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury, a rok później miasteczko zmieniło nazwę z Castagneto na Castagneto Carducci), kilka restauracji i trzy lodziarnie.

 

We Włoszech bez lodów się nie obejdzie. Tu wybieramy najstarszą w mieście lodziarnię – Gelateria Casalini. Za 5 euro mam przed sobą największą porcję. Wśród ulubionych smaków jest oczywiście pistacjowy. Znajdujemy niewielki park skąd rozpościera się bajeczny widok na okolicę. W oddali wybrzeże, wokół winnice. I to właśnie spacery między winnicami są tu największą atrakcją. Winnica położona najbliżej naszego domu to Mulini di Segalari, której wyroby towarzyszą nam co wieczór. Gospodyni ma je w ramach sąsiedzkiej wymiany – ona ma jajka, on wino. Podoba mi się takie sąsiedztwo – tu winnica, a kawałek dalej produkcja oliwy. Tu z dzbankiem, tam z karafką wpadałabym na zakupy. Wina są całkowicie bio i eko. Zgodnie z filozofią właściciela, nikt tu nie popędza winorośli, wszystko dzieje się we własnym rytmie.

Może dlatego rano nie czuję ile wina wypiłam. A może to zasługa kuchni Bridget, która karmi nas lazanią, pastą, risotto i sałatą. A na początek bruschetta, humus. Do tego melony, prawdziwe figi i brzoskwinie. Oczywiście nie wszystko na raz! A rano wybornie smakuje chleb domowej produkcji, dżemy i kawa czarna jak smoła.

 

Żeby to wszystko spalić trzeba iść na spacer. Włóczymy się więc. A to drogą przed siebie, im wyżej tym piękniejsze i rozleglejsze widoki. A to skręcimy w prawo i idziemy tak długo aż na drodze stanie nam brama do czyjejś posiadłości – domek czy farma to z pewnością nie jest odpowiednie określenie. Moją uwagę przykuwa znajdujący się tuż po sąsiedzką zamek – Castello di Segalari. Niestety jest prywatny i szczelnie otoczony drzewami. Przez bramę dostrzegam więc tylko kort tenisowy i mogę się tylko domyślać jaki widok rozpościera się z jego okien. Zresztą, jak się okazuje, można tam zamieszkać, a nawet zaplanować ślub. Wnętrza robią wrażenie – koniecznie odwiedźcie stronę zamku. Od razu zabieram Was do galerii KLIK

Innym razem skręcamy w stronę winnic: Podere Grattamacco i Guado al Melo. Nikogo oprócz nas tu nie ma! Jak to możliwe?! Co zakręt to piękniejszy widok. Do tego przydrożne drzewa, których owoce bardzo mnie intrygują. W końcu rozpoznaję figi! A te znam tylko suszone! Zerwane prosto z drzewa smakują niesamowicie. Przy jednej z winnic oceniam też słodycz winogron. Są fantastyczne.

Oczywiście było i bieganie! Choć po przerwie biegowej, w upale i raz pod górkę a raz z górki. Więcej biegaczy spotkaliśmy nad morzem czy poniżej miasteczka. Tu byliśmy raczej jedynymi. Zresztą jeden z mieszkańców, mijając mnie na skuterze miał wyraźnie zdziwioną minę. Na szczęście sąsiad Bridget, obok którego przebiegłam kilka razy, na mój widok wołał „buongiorno”.

P1140681

Pierwsze spotkanie z Toskanią było dla mnie szokiem. Wyjeżdżałam jednak oczarowana tym miejscem. Jeszcze o świcie robiłam ostatnie zdjęcia oświetlonych słońcem wzgórz. I już ustawiłam alert na tani bilet lotniczy. Oczywiście do Toskanii, choć w inne miejsce i w czasie, gdy wszystko bajecznie kwitnie.

Reklamy

Podziel się swoimi wrażeniami

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s