Podróż w nieznane

 

Mam taki żółty, niewielki notes. W pierwszą podróż pojechał ze mną w 2007 roku do Portugalii. Gdzieś pod namiotem zapisywałam w nim opowieści poznanych ludzi, wspomnienia, praktyczne informacje, trasy i czasy przejść. Wiedziałam, że wszystkich myśli i emocji nie zapamiętam, a tych emocji będzie mi potrzeba, by opisać wyjazd. Do dziś ten sam notes podróżuje ze mną regularnie. Pojawiają się w nim tylko kolejne zakładki. Wciąż zbieram w nim historie i słowa, ale też znajdę w nim odpowiedź na podstawowe pytania. O której, skąd, dokąd, za ile.

Onieśmielają mnie nowe miejsca. Wielkie hale przylotów. Korytarze, którymi idę w owczym pędzie za pasażerami „mojego” samolotu. Idę pewnie, choć niepewnie się rozglądam. I zwykle mam nadzieję, że oni wiedzą dokąd idą. Do wyjścia. Do metra. Do autobusu.

Uwielbiam lądować w Bergamo. Nie liczę ile to już razy. Kolejny raz będzie zresztą już w listopadzie z powodu imprezy biegowej Half Marathon Garda Trentino w Riva del Garda, gdzie wraz z Piotrem biegniemy półmaraton, jako wysłannicy Run and Travel. Wysiadam, idę prosto, skręcam w prawo. Po drodze kupuję bilet i wsiadam do autobusu. Wszystko się zgadza, wiem dokładnie co i gdzie, za ile i w którą stronę. Nie zawsze jednak jest tak łatwo.

Zresztą, ile razy można jeździć w to samo miejsce! Każda podróż w nieznane to dla mnie lekki stres. Włącza mi się tak tydzień wcześniej, gdy pozostaje już tylko albo aż, rozpisać kolejne etapy drogi. Bo tak naprawdę, właśnie gdy trafię do nowego miasta staję przed wyzwaniem. Czas wyjść ze strefy komfortu. O wychodzeniu ze swojej strefy komfortu przypomniała ostatnio Kasia, autorka bloga Szukając Słońca KLIK. Nie podróżuję z biurami podróży więc nikt mnie nie zapakuje na lotnisku do autobusu i nie odstawi pod hotel. Czasem – jak w Rosji czy na Ukrainie – na dokładkę mam wokół siebie niezrozumiałe znaczki i słyszę języki, których nie rozumiem. Teraz pozornie będzie łatwiej! Barcelona i mój ukochany hiszpański… Tak, tak – ten, którego nie znam, ale i tak będę wołać Hola! i uśmiechać się na dźwięk hiszpańskich słów. Wiele lat temu lotnisko w Madrycie okazało się tak ogromne, że omal nie spóźniłam się na kolejny samolot do Chile. Okazało się, że muszę pojechać na inny terminal kolejką. Nie sprawdziłam tego wcześniej, a później nerwowo odliczałam minuty. Zdążyłam, ale dziś staram się unikać takiego stresu.

Tym razem lądujemy w Barcelonie, lotnisko El Prat, terminal T2. Na początek musiałam ogarnąć podróż z lotniska do miasta. Będziemy na miejscu tuż przed północą, więc chciałbym znaleźć się w łóżku jak najszybciej. Autobus, metro, taksówka czy pociąg? Jaka linia, gdzie stacja, który przystanek, jaki bilet, gdzie kupić, czy jeździ nocą? Pytania się mnożą, potem dzielą przez kolejne strony aż wreszcie wszystko czego szukam trafia do żółtego notesu. Wcześniej zapisałam w nim godziny wyjazdu pociągu do Warszawy i Kolei Mazowieckich do Modlina. Metro, adres mieszkania airbnb, numer telefonu, autobus do Andory… i jeszcze wiele innych informacji. Wszystko w kolejności i pod ręką. Jasne, mam w telefonie Internet, mogę zapisać kolejne pliki i informacje w wirtualnym notatniku. Ja jednak wciąż wolę mieć notes w kieszeni plecaka.

Przesadzam? Może trochę. Jednak lubię mieć swoją podróż pod kontrolą, na tyle na ile to możliwe. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa. Może złudne, ale daje. Choć i tak w sobotę, tuż przed północą w owczym pędzie pójdę w stronę wyjścia. Wprost na spotkanie kolejnej przygody, bo podróż do Barcelony to dopiero początek!

Reklamy

10 myśli w temacie “Podróż w nieznane

      1. Na pewno będziecie chcieli zobaczyć to wszystko co określają w przewodnikach jako Top 10, czy coś w tym stylu – i z pewnością warto, choćby kilka z nich , chociaż najgorzej jak zwykle jest w sezonie. Ja uwielbiam włóczyć się po Dzielnicy Gotyckiej i za każdym razem odwiedzam targ La Boqueria, na (niestety) wiecznie zatłoczonej La Rambli. W kwietniu i wrześniu było bardzo OK, natomiast w sierpniu już gorzej. Zawsze jednak było warto !!! Bawcie się wspaniale :))

        Polubione przez 1 osoba

      2. Z dwóch i pół dnia w Barcelonie już mamy jeden mniej, ale spotkania z ludźmi są ważniejsze. Będziemy tuż obok, nad morzem, w pięknym jak sądzę miejscu. Nastawiam się więc na spacery, zwiedzenie w butach biegowych i oglądanie dzieł Gaudiego. I pewnie trzeba będzie mi tam wrócić 😄

        Polubienie

    1. Dziękujemy! Agnieszko, to nie będzie typowe zwiedzanie, nie mamy zbyt wiele czasu 🙂 ale moje doświadczenie w Walencji podpowiada mi, że warto! Choć w sercu jestem Włoszką 😉 A w podróż zawsze warto jechać 🙂 Bliżej czy dalej…

      Polubienie

  1. Też kocham hiszpański! Jak tylko w samolocie na Kanaray zaczynają się komunikaty po hiszpańsku od razu mam uśmiech na twarzy. Jestem pewna, że w Hiszpanii żyłam w poprzednim wcieleniu, a tu mnie umieścili za karę 😉 Ps. Ja właśnie wylogowałam się z pracowego kompa i robię listę co zapakować 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Cześć Kasiu 😄 będziemy sobie machać w Pirenejach 😀 ja mam rozdwojenie między Włochami a Hiszpanią. Ale marzę by mówić po hiszpańsku, to dla mnie najpiękniejszy język. Życie zawodowe wylogowane, my siedzimy już na plecakach 😎

      Polubienie

Podziel się swoimi wrażeniami

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s